uzdrowienie

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - uzdrowienie nadchodzi

w ubiegłym tygodniu doświadczyłem Bożego uzdrowienia, co było dla mnie wyjątkowym przeżyciem z uwagi na dwa aspekty. po pierwsze do tej pory wydawało mi się, że jestem odporny na wszelkie akty uzdrowienia. kilka razy ktoś modlił się o uzdrowienie silnego bólu głowy, kładąc na mnie ręce... i nic. kończyło się na tym, że musiałem zażyć tabletkę. inaczej ma się sprawa, kiedy ja modlę się za kogoś. wielokrotnie Bóg posłużył się mną i byłem świadkiem, jak ludzie byli uzdrawiani pod moimi rękoma. druga sprawa, która wywarła na mnie tak wielkie wrażenie, to fakt, że nikt się za mnie nie modlił i nie zostało wypowiedziane nawet jedno słowo. wydarzyło się to w ubiegłym tygodniu. w środku nocy obudził mnie straszny ból w okolicach brzucha. był cały twardy i obolały, a w środku odczuwałem, jakbym miał potężny kamień, który mi ciążył. wstałem i poszedłem do łazienki z nadzieją, że tam ulżę swoim dolegliwościom, ale nic się takiego nie wydarzyło. wróciłem do łóżka i leżąc bez ruchu, po chwili zasnąłem zmęczony. nad ranem znów obudziłem się z tym samym bólem i ciężarem w brzuchu. nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca, bo żadna pozycja nie przynosiła ulgi. odczuwałem, jakby kamień w moim brzuchu był jeszcze większy i jeszcze cięższy. w pewnym momencie położyłem rękę na tym twardym i obolałym brzuchu i pomyślałem jedno słowo: uzdrowienie! wówczas poczułem coś niesamowitego. to coś rozpoczęło się w miejscu, gdzie kończą się płuca. to się chyba nazywa splot słoneczny i przesuwało się przez brzuch coraz niżej. to było takie odczucie, jakby cały ciężar z brzucha i cały ból milimetr po milimetrze odchodził. czułem, jak już górna część brzucha jest lekka, miękka i zdrowa, a dalsza część tego uzdrowienia przemieszcza się coraz niżej. trwało to kilka sekund. kiedy całe to dziwne uczucie doszło do dolnych części brzucha, nagle wszystko się skończyło. leżałem i bałem się ruszyć, aby sprawdzić czy rzeczywiście to koniec bólu. było mi tak lekko i błogo, że nie chciałem tego stanu przerywać, bo może czasem coś mnie zaboli. po chwili jednak zacząłem dotykać miejsc, które jeszcze przed chwilą były obolałe. brzuch był miękki, nie było żadnego bólu, a cały ciężar zniknął, jakby ktoś wyciągnął ze mnie ogromny głaz. znów zasnąłem, ale tym razem z uśmiechem na twarzy i z ogromną wdzięcznością dla Pana, który zrobił mi tak niezwykłą niespodziankę. uświadomiłem sobie, że tak często napinamy się i tak bardzo prężymy, wyszukując i wypowiadając słowa, które przekonałyby Boga o potrzebie uzdrowienia, a tu okazuje się, że nie potrzeba żadnych słów, a tylko westchnienie przepełnione wiarą. Bóg w niezależny i suwerenny sposób uzdrawia, bo taka jest Jego wola, bo taki jest Jego charakter. Bóg pokazał mi już wielokrotnie, że dziś uzdrawia tak samo jak dawniej, że dar uzdrawiania nadal istnieje i ma się dobrze. nawet, jeśli w moim życiu nie zawsze widzę namacalne dowody uzdrowienia, nawet jeśli będę musiał z jakichś powodów połknąć jeszcze kilka tabletek od bólu głowy, to słowo, które wypowiedział Bóg jest ponad moje doświadczenie i namacalne dowody. wiem, że przyjdzie taki przełom, jak tej nocy i Bóg uzdrowi każdą chorobę, bo wiara to oczekiwanie i pewność, że Boże słowo zawsze spełnia swoje obietnice.

leszek

przystanek centrum

przystanek Bożej chwały - sprawna ręka

via fundir.org

via fundir.org

od jakiegoś czasu na przystanek niebo przychodzi pewien mężczyzna. mocno poturbowany zdrowotnie. po walce z rakiem kości została mu jedna noga. kikut drugiej cały czas ropieje i nie może się zagoić. choroba serca... ale pogody ducha nic mu nie odebrało, nawet mieszkanie na ulicy. 

wielokrotnie nakładaliśmy na niego ręce. problemy z sercem odeszły, ale dzisiaj stało się coś jeszcze :) w trakcie nabożeństwa wyszedł, a w zasadzie wyjechał do przodu do naszego mikrofonu świadectw i oznajmił, że modlitwa przywróciła mu pełną sprawność jego sparaliżowanej ręki!!! wyciągną swoje ręce i poruszał zataczając kręgi nadgarstkami, wszyskie paliczki w pełni sprawne :)

chwała Najwyższemu! wspaniale jest oglądać takie rzeczy! chcemy więcej!

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - nowe zdjęcie

via fundir.org

via fundir.org

moja córka chorowała od dwóch tygodni. katar, stany podgorączkowe, powiększone węzły chłonne… w sobotę moja żona pojechała z nią do szpitala ze względu na wysoką gorączkę i problemy zoddychaniem. w szpitalu zrobili badania. z pobranej krwi wyszły złe wyniki, a jak lekarz przyjmujący zobaczył zdjęcie płuc, to aż westchnął. zapalenie płuc. kazał szybko przejść do właściwego pawilonu szpitalnego zaznaczając, żeby koniecznie przykryć małą, aby w tym stanie nie wdychała zimnego powietrza. moja żona z tym wyrokiem idąc do właściwej sali modliła się słowami: „Boże ja nie zgadzam się z tym co usłyszałam. to nie jest prawda!” tak zaczął się trzydniowy pobyt w szpitalu. leki, ciągłe badania, a dookoła ból i krzyki malutkich pacjentów. we wtorek zaplanowano wypis ze szpitala. przyszedł ordynator i lekarz prowadząca. my rodzice przysłuchiwaliśmy się ich rozmowie, która była dziwna, bo skupiała się na tym, że wyjaśniali sobie nawzajem dlaczego nasza córka była w ich szpitalu ostatnie trzy dni. lekarz prowadząca próbowała jak najłagodniej wytłumaczyć, że opis z przyjęcia kompletnie nie odpowiada temu co ona widzi na zdjęciu płuc, a nie widzi tam nic. mówiła, że owszem malutka gorączkowała w trakcie pobytu, ale jej wyniki krwi są całkiem dobre. ja i żona jedynie się uśmiechaliśmy… w takich okolicznościach wyszliśmy do domu.

Bóg nie tylko uzdrowił naszą córkę, za którą modlił się cały kościół, ale też zajął się dokumentacją szpitalną. w trakcie pobytu w szpitalu mieliśmy możliwość modlić za niektórych z małych pacjentów i rozmawiać z ich rodzicami o Bożej miłości. 

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - 6 tygodni w 5 dni

w niedzielę 24 maja nasz syn w sali zabaw, na urodzinach u koleżanki niefortunnie upada na rękę i kończy się to tak.

24.05.2015 godz. 14:00

24.05.2015 godz. 14:00

wakacje czas zacząć…

razem z żoną i przyjaciółmi wiedzieliśmy, że nie może się to skończyć długimi tygodniami w gipsie. słowa uzdrowienia zostały wypowiedziane! po pięciu dniach w piątek 29 maja pani lekarka na wizycie kontrolnej nie dawała wiary  temu co widziała. porównywała zdjęcia, dopytywała po kilka razy o daty i była zdumiona mówiąc, że po pęknięciu nie było śladu! usunęła gips i ku jej zdziwieniu mój syn nie czół żadnego bólu i w pełni ruszał ręką. kilka razy upewniała się, czy naprawdę go nic nie bolało… aaron nie był zdziwiony i oznajmił uczonej pani doktor, że przecież lesio (nasz przyjaciel w wierze i najbliższy sąsiad) modlił się za niego :)  

29.05.2015 godz. 20:00

29.05.2015 godz. 20:00

dla Boga nie ma żadnych ograniczeń! dziękujemy Mu za chodzący cud w naszym domu, za naszego syna na którym objawiła się Chwała Boża. 

karolinka i radek

przystanek centrum

przystanek Bożej chwały - dlaczego tu wszedłem?

via fundir.org

via fundir.org

to było kilka tygodni temu. młody mężczyzna wyszedł z domu o 8:00 rano w sobotę i chodził bez celu po ulicach. „coś” go skierowało na wyszyńskiego w szczecinie. nie wiedział czemu, nie wiedział po co, ale wszedł do lokalu przystanku niebo. było przed 11:00 czyli zaraz miało się zaczynać nabożeństwo na przystanku centrum. po nabożeństwie podszedłem do niego. zapoznaliśmy się i usłyszałem, że ma przekonanie, że w tym miejscu otrzyma pomoc.

okazało się, że życie mu się posypało. rozstał się z żoną i jest tuż przed rozwodem mimo, że bardzo kocha swoją żonę. stracił kontakt z synkiem. stracił pracę. szuka pocieszenia w alkoholu. źle mu z samym sobą…

wiedziałem co robić. usłyszał o potężnym Bogu, o Jego łasce i potężnej miłości. modliliśmy się o przełom. pobłogosławiłem go i się rozstaliśmy. nic nie błysnęło, nic nie zagrzmiało, nie było dreszczy, łez … po prostu zostały wypowiedziane Słowa Bożego Królestwa. dla sceptyków – nie stało się nic. dla wierzących – stało się wszystko.

dziś ponownie spotkaliśmy się na przystanku. zaczęliśmy rozmawiać i w trakcie podeszła do nas starsza kobieta. skarżyła się na ból w karku i na przygnębienie ze względu na rozwód jej syna. ja nie musiałem nic mówić, bo robert mówił za mnie. opowiedział jak był tu kilka tygodni temu i dostał błogosławieństwo. jak zaraz po tym dostał ofertę pracy i gdy miał iść na rozmowę kwalifikacyjną ledwo się poruszał bo złamał żebro. jak jego potencjalny przyszły pracodawca modlił się za niego i żebro się zrosło. jak szkoli się do przyszłej pracy i niewiele rozumie, ale wystarczy modlitwa i jego umysł przyjmuje wszystko. jak po raz pierwszy od dłuższego czasu rozmawiał ze swoją żoną i wyznał jej, że ją dalej kocha i wie, czuje, że coś pękło.

modliliśmy się razem za starszą kobietę :)

robert jest pełen życia i mówi wszystkim, że warto dziękować i wielbić Boga mimo okoliczności.

jestem zbudowany moim Bogiem! On jest mistrzem przełomów i przemian!

radek      

przystanek centrum

przystanek Bożej chwały - ulica

via fundir.org

via fundir.org

od dawna regularnie modlę się za ludźmi. gromię bóle, nałogi, złe stany emocjonalne... 

do tej pory modliłem się w kościele, przy kościele, za znajomych, za znajomych znajomych, za rodzinę...

poznałem dzisiaj krzysztofa, kamila i daniela. przyjechali z dalekiego cieszyna i opowiadali o swojej pracy na ulicy. o tym, jak po prostu wychodzą, rozmawiają z nieznajomymi, modlą się za nich i opowiadają o Jezusie. spędziliśmy tak pół godziny i już "byłem gotowy"!  nie trzeba być kimś szczególnym, nie trzeba wielkich szkoleń, wystarczy decyzja o dosłownym przyjęciu słów "a idąc głoście wieść..." 

poszedłem w parze z krzysztofem. to były najelepsze 2 godziny w moim chrześcijańskim życiu. 

młoda kobieta. była zdrowa, niczego nie potrzebowała. rozmawialiśmy z nią o Jezusie, o tym jak On zmienia ludzi i że jest wszystkim w naszym życiu.

młoda para w parku. siedzieli na murku odprężając się od nauki do matury. chłopak zgodził się na modlitwę za nim, ale nie chciał mówić głośno o swoim problemie. chwyciliśmy go za ręce i oddaliśmy w modlitwie Jezusowi. dostał błogosławieństwo. poczuł się dobrze i dziękował.

starsza pani na ławce. była bardzo sceptyczna i widać było w niej strach. z ledwością kończyła jedzenie deseru lodowego z kubeczka. jej ręce dygotały we wszystkich kierunkach  - parkinson. nie chciała nawet rozmawiać. po paru chwilach przełamała się i zgodziła na modlitwę za jej bólami reumatycznymi. to trwało kilka sekund. pytaliśmy czy coś się zmieniło, czy coś poczuła. wybuchła śmiechem tłumacząc, że latami chodzi po lekarzach i że takie kilka słów nie może  nic zmienić. była bardzo rozbawiona. zauważyłem, że jej ręce zupełnie się uspokoiły i zapytałem, czy ona sama się zorientowała. podniosła je do góry i ze zdziwieniem powtarzała, że to nie może być prawdą :) opowiedzieliśmy jej o Jezusie, który tego dokonał. to było niesamowite!

kilka osób nie chciało rozmawiać, nie zgadzali się na modlitwę, ale zupełnie nie czułem odrzucenia, wstydu, czy zniechęcenia. czułem niebywały pokój i spełnienie. chcę więcej! Boże jesteś niebywały! dziękuję. 

radek  

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - do trzech razy sztuka

podczas nabożeństwa zauważyłem, że dorotka kuleje na jedną nogę. podszedłem i zapytałem, co się stało? odpowiedziała, że to od kręgosłupa czuje ten ból w nodze. dorotka ma problemy z kręgosłupem już od dłuższego czasu. kiedyś Pan ją dotknął i na drugi dzień po modlitwie o uzdrowienie jej kręgosłupa, ból odszedł na wiele miesięcy. teraz znowu dawał się jej we znaki, promieniując aż do nogi, co sprawiało, że w widoczny sposób kulała na prawą nogę. powiedziałem jej, że będziemy się modlić o jej uzdrowienie. to jest niesamowite, jak wielu ludzi zmienia swoją mentalność i podejście do problemu choroby. kiedyś, gdy ktoś czuł się chory, to po prostu nie przychodził na nabożeństwo, tylko zostawał w domu. dziś jest odwrotnie. gdy ktoś czuje, że choroba nie daje mu spokoju, to przychodzi do kościoła, bo tu jest najlepsze miejsce i najlepszy czas, aby czerpać z Bożych darów i mocy Ducha Świętego. to właśnie podczas uwielbienia przychodzi Królestwo Boże wraz ze swym uzdrowieniem, przebaczeniem i miłością. po nabożeństwie zwołaliśmy kilka osób gotowych usługiwać darem uzdrawiania i położyliśmy ręce na dorotkę, gromiąc chorobę, nakazując kręgom wrócić na swoje miejsce, a wszystko w imieniu Jezusa, który jest obecny ze Swoją miłością pośród nas. po krótkich modlitwach poprosiliśmy dorotkę, aby sprawdziła, czy nastąpiła jakaś poprawa. przeszła się kilka kroków po pomieszczeniu, bo tylko tak mogła to sprawdzić i stwierdziła, że ból jest taki sam. nie zrezygnowaliśmy z dalszej modlitwy, bo wiemy, jaka jest wola Pana w kwestii uzdrowienia, a my nie jesteśmy z tych, którzy się poddają i wątpią, ale wzięliśmy ducha synostwa i ducha zwycięstwa. powtórzyliśmy modlitwę, po której ból jakby nieco się zmniejszył, ale nadal było widać, że kuleje. stwierdziliśmy, że skoro ból jest mniejszy, to Bóg działa i chce doprowadzić to do końca. zresztą w podobny sposób działał Jezus, kiedy uzdrawiał ślepego (Mar. 8:22-25). najpierw odzyskał wzrok tylko częściowo, widząc ludzi niby drzewa, a dopiero za drugim razem, kiedy Jezus położył ręce na jego oczy, ten odzyskał wzrok całkowicie. ponowiliśmy próbę po raz trzeci. kiedy skończyliśmy, dorotka znów przeszła kilka kroków, jednak tym razem jej reakcja była jak wybuch wulkanu. zaczęła podskakiwać i ściskać nas po kolei, a z jej oczu płynęły łzy szczęścia i wdzięczności. modliliśmy się po raz czwarty, ale tym razem uwielbialiśmy naszego Tatusia i dziękowaliśmy Mu za tak niesamowite działanie i za Jego ogromną miłość. to się naprawdę dzieje. Chwała Ci Panie Jezu! Alleluja!

leszek

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - sen

via fundir.org

via fundir.org

trzy tygodnie temu miałem smutną rozmowę. starsza, nasza kochana siostra skarżyła się, że już nie daje rady z problemami ze snem. od nowego roku odstawiła leki nasenne, od których się wcześniej uzależniła. nie wraca do nich, ale przez to prawie nie sypia.

modliliśmy się z wiarą.

 

w ostatnią sobotę siostra podeszła do mnie i oznajmiła, że od tamtej modlitwy śpi jak dziecko.

 

chwała Panu!

 

radek

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - niewidzialny

via fundir.org

via fundir.org

niewidzialny

 

plecak na ramieniu, a w nim komputer, okulary, portfel i inne sprzęty. reklamówka z owocami i sokiem w ręku. pieniądze i telefon komórkowy w kieszeni. tak „uzbrojony” leszek staje przed wielkim gmachem zamkniętego szpitala psychiatrycznego w szczecinie. nie zna nazwy oddziału, nie wie w której sali leży człowiek do którego przyszedł.

podchodzi do wielkiej zasuwanej bramy, a ona się przed nim otwiera. kolejne i kolejne drzwi bez klamek uchylają się nie zatrzymując Bożego żołnierza. zapora z domofonem również go nie spowalnia. leszek w końcu staje przed pielęgniarką i podając imię i nazwisko pyta o swojego przyjaciela. okazuje się, że zakamarek do którego się przedarł, to dokładnie to miejsce.

- pacjent właśnie dostał zastrzyk i powinien przez pół godziny leżeć – oznajmiła pielęgniarka.

- widzenia odbywają się tylko w świetlicy. w salach pacjentów jest zakaz, ale proszę chwilkę poczekać – dodała.

po chwili leszek siedział już przy łóżku darka i opowiadał o Bożej miłości. o wartości każdego człowieka w Chrystusie.

- czy wiesz, że jesteś synem Bożym? – pytał darka.

- Jego Chwała, Jego Duch jest w tobie! wszystko jest w zasięgu ręki dzięki Jego krwi – mówił, a oczy słuchających robiły się coraz szersze.

na drugim łóżku podnosił się z bólem kręgosłupa kolega darka z którym leżał w jednej sali. wszystkiego uważnie słuchał.

- co tam piotruś, boli cię? – zapytał go darek.

- tak, bardzo. ledwo się mogę podnieść – odpowiedział z wielkim bólem.

- słuchaj ale leszek może się za ciebie pomodlić i będziesz zdrowy. chcesz? – z wielką pewnością darek oddał kolegę w dobre dłonie.

- tak. chcę!

ręce zostały nałożone i już po chwili piotr sprawdzał czy ból, który właśnie odszedł pozwala mu na nieograniczone ruchy. coś tam jeszcze ciągnęło w plecach, ale kolejna modlitwa wypędziła wszystko.

- widzisz darek, tak właśnie działa Duch Święty, który mieszka w nas. mieszka również w tobie. uwielbiaj Boga, tak jak to robili paweł i sylas z historii w dziejach apostolskich. ogłaszaj Boże Królestwo, a zobaczysz i poczujesz pokój – głosił ewangelię leszek.

- a jak mam to robić? – zapytał darek

- po prostu dziękuj i uwielbiaj… będziemy się dzisiaj modlić jak zawsze o 22:30 w domu u moich sąsiadów. ty jesteś tutaj, ale módl się z nami, to będziemy razem.

leszek zostawił nadzieję, po czym ponownie zaczął się kręcić po korytarzach oddziału, tym razem szukając wyjścia. okazało się że droga, którą wszedł była tylko dla personelu i teraz trzeba znaleźć tą bardziej legalną. ponownie drzwi bez klamek otwierając się wyprowadziły go bezpiecznie i niezauważenie.

 

Duch Święty prowadzi!

do zamkniętego oddziału psychiatrycznego można wejść jedynie przez główne wejście, wcześniej wyrabiając imienną przepustkę. nie wolno wchodzić z osobistymi rzeczami. torby, plecaki, komputery, telefony, pieniądze, to wszystko musi zostać w depozycie. nie wolno odwiedzać pacjentów w ich salach. nie wolo im przynosić jedzenia, bez wcześniejszego sprawdzenia go przez personel…

Duch Święty jednak prowadzi! po swojemu…

 

radek

przystanek centrum

Bóg ciągle uzdrawia tak samo

tak wiele razy czytałem w Biblii, jak Jezus nauczał, uzdrawiał ludzi, czynił cuda i myślałem sobie – wow, jaki to inny świat od tego, w którym ja się poruszam. potem czytałem dzieje apostolskie i nie mogłem zrozumieć, w jaki sposób ludzie w tamtym okresie robili podobne rzeczy, jak Jezus. głosili Królestwo Boże, uzdrawiali chorych, wypędzali demony, wskrzeszali zmarłych. wokół nich działo się wiele spraw ponad naturalnych i niewyjaśnionych patrząc z tej ludzkiej, ziemskiej perspektywy. to było dla mnie zawsze takie nieosiągalne, nie dla mnie, czułem się niegodny i grzeszny, aby Bóg mógł mnie wyposażyć w takie dary Ducha. 
dziś jest inaczej. odkąd ja i moi przyjaciele postanowiliśmy otworzyć się na głos Ducha Świętego, od tej pory On wprowadza nas w inny świat, w inny wymiar. pokazuje nam na jakich zasadach działa Królestwo Boże. te zasady to bezwarunkowa Boża miłość, w której się zatapiamy i rozkoszujemy, oraz słuchanie głosu Ducha Świętego i Jego namaszczenie do podejmowania wyzwań, które do tej pory nie mieściły się w naszej głowie. kiedy odpowiadasz na Boże wezwanie i podejmujesz działania, które często są wbrew logice, wtedy Bóg pokazuje ci, że nie ma rzeczy niemożliwych, że dziś Bóg tak samo działa, jak dawniej, a świat którego do tej pory nie widzieliśmy i nie rozumieliśmy, teraz doświadczamy na własnej skórze. 
oto krótkie świadectwo uzdrowienia, jakie miało miejsce w minionym tygodniu. chcę tylko powiedzieć, że Bóg jest żywy, prawdziwy i dobry. On jest pełen łaski i bezgranicznej miłości. Jemu oddaję chwałę, bo On jest Królem Królów i Panem Panów. bez Niego nic nie znaczymy, a z Nim mamy wszystko. alleluja!

leszek

przystanek centrum

Boże Królestwo

przedwczoraj napisała do mnie i do mojego przyjaciela leszka zrezygnowana mama czteroletniej córeczki: „…znowu chora, to już chyba milionowy raz od września. teraz, to już ostry nieżyt oskrzeli. czy możecie przyjechać i się pomodlić o jej uzdrowienie? ja już nie mam sił.

nie ze nie mam sił się modlić. nie mam sił na te choroby.”

umówiliśmy się na następny dzień.

leszeka przed wyjazdem natchnął Duch i na przystankowej grupie na facebook’u napisał tak:

„Boża drużyno! piszę do was, bo rzeczy nabierają tempa i Bóg chce, a nawet tęskni za tym, aby rozpocząć swoją manifestację wśród nas i przez nas. dzisiaj z radkiem będziemy o 16.30 u małej gabrysi, która kolejny raz jest chora. tym razem ostry nieżyt oskrzeli. nie wiem czemu diabeł upatrzył sobie nasze dzieci przystankowe i jedno przez drugie chorują, ale to musi się skończyć i to dzisiaj. dzisiaj będziemy gromić chorobę, będziemy wypędzać demona odpowiedzialnego za wszelką chorobę, którą atakuje gabi. dziś wszelki demon zostanie związany i wypędzony w imieniu Jezusa. celowo nie używam słów, że idziemy modlić się o uzdrowienie. Jezus nie mówił posyłam was, abyście modlili się o uzdrowienie, abyście mnie błagali, prosili, a ja uzdrowię lub nie. tego nie ma w Biblii. tam jest napisane, że Jezus posłał dwunastu, ROZKAZUJĄC IM. (Mat. 10:5) On nam przekazał wyraźne rozkazy, abyśmy je po prostu wypełnili. a co rozkazał? wiersze 7-8: „A idąc, głoście wieść: Przybliżyło się Królestwo Niebios. Chorych uzdrawiajcie, umarłych wskrzeszajcie, trędowatych oczyszczajcie, demony wyganiajcie; darmo wzięliście, darmo dawajcie.” czy Jezus mówi tu módlcie się o uzdrowienie, módlcie się do mnie, abym wygonił demony, módlcie się, abym wzbudził z martwych? nie! on nam te rzeczy zlecił, wyposażając nas w swój autorytet i swoją moc. teraz mam prośbę do was wszystkich, którzy przeczytacie to w najbliższych chwilach. módlcie się gdziekolwiek jesteście, czy w pracy, czy w domu, czy w sklepie. jednak błagam was, abyście tym razem nie modlili się o uzdrowienie gabi, ale żebyście skupili się tylko na uwielbieniu i dziękczynieniu, oddając Bogu chwałę głośno wypowiadając słowa lub pisząc na fb. pod tym postem. róbcie to tak, jakby uzdrowienie już nastąpiło. dlaczego was o to proszę? bo w liście do hebrajczyków 11:1 jest napisane, że wiara jest PEWNOŚCIĄ tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy. czego się teraz spodziewacie względem gabi? uzdrowienia. czynna wiara polega na tym, że to czego się spodziewamy już uznajemy za pewność, nawet jeśli tego jeszcze nie widzimy i nie doświadczamy. jedynym zewnętrznym dowodem na naszą pewność w Chrystusie jest dziękowanie i uwielbianie Go za to, czego jeszcze nie ma i czego nie widzimy. kochani, do boju! od teraz ani jednej modlitwy, w której będziemy prosić, błagać, jęczeć i narzekać. tylko uwielbienie i dziękczynienie za gabi, którą Bóg dziś chce dotknąć. przez wasze wielbienie za coś, czego jeszcze nie widzicie, diabeł będzie zdezorientowany i pokonany. on już jest pokonany, a gabrysia już jest zdrowa. alleluja!”

z tymi pięknymi słowami w naszych uszach ogłaszaliśmy Boże Królestwo w domu gabrysi i wyganialiśmy chorobę. zaraz po tym szybka decyzja, że jedziemy jeszcze do naszej kochanej stasi. w tygodniu przewracając się w domu połamała/potłukła żebra. męczył ją ból, który nie pozwalał wygodnie spać, czy głęboko oddychać. modlitwa była wspaniała… ból całkowicie odszedł… wspaniałe było zobaczyć zaskoczenie, że stało się! piękne! wielbiliśmy Boga przez łzy radości zarówno za stasię jak i za gabrysię.

kiedy na wspomnianej już przystankowej grupie napisałem: „od gabi pojechaliśmy do stasi i właśnie została uzdrowiona! ćwiczy tu przy nas i sprawdza. nic nie boli! co powiecie?”

i wtedy zaczęło się uwielbienie na facebooku…

„tak to ma wyglądać. do takich rzeczy Bóg się przyznaje. to my "czynimy' Go Wszechmogącym w naszym życiu. infekcja wiary trwa i ta "choroba" podoba mi się.”

„alleluja!”

„wielbię cię Boże, dziękuje ze jesteś żywy w naszym życiu , i ze cudownie nas zadziwiasz”

„ja wiem Panie Boże że ty już uzdrowiłeś gabi, bo twoja miłość jest wielka. kocham cię i cieszę się każdego dnia, że to ty jesteś z nami i jesteś naszym tatą i lekarzem. dziękuję ci za gabi. uwielbiam twoją moc i twoje działanie. jesteś moją mocą i jasnością. uwielbiam cię.”

„uwielbienie na facebooku trwa! chwała niech będzie naszemu Panu!”

„dziękuje stworzycielu nasz kochany, ze swoją mocą się dzielisz - uzdrawiasz , wzmacniasz, podnosisz, przytulasz i dziękuje ze uczysz i wychowujesz nas”

„chciałam się z wami podzielić moim przeżyciami z Bogiem , ze odkąd zaczęłam na przystanku niebo uwielbiać Tatę i dziękować mu jaki jest dobry, czuję taki spokój wewnętrzny, że codziennie nie mogę się nadziwić. wszelkie zmartwienia i troski które zaprzątały mój umysł, odeszły. nie ma ich. " infekcja wiary" działa , czuje się lekka jak ptak, jak w tej piosence mate.o, dziękuje ci Boże za twoja obecność. jak to pisze, to serce mi drży z radości i wdzięczności, że jestem córka Króla i że my wspólnie wielbimy Pana, amen”

„teraz to, co z was płynie rozleje się na szczecin. chwała Jezusowi!”

„kocham cię Boże! jesteś wielki!”

„jesteśmy dziećmi Króla królów i Pana panów i prawowitymi jego dziedzicami, bo on zapisał nam WSZYSTKO w swoim testamencie. dlatego mamy pełne prawo do korzystania z jego mocy! to przewyższa wszelki rozum! Panie wielbimy cię i wywyższamy! chwalimy cię! jesteś dobry! i oprócz ciebie nie ma innego. alleluja!”

radek

przystanek centrum

kolano w lesie

to dopiero historia.
moja żona wyszła z wnuczkami (dwie dziewczynki) na spacer do lasu (mieszkamy w przy lesie).
szły powoli zgodnie z tempem dzieci, mimo to po chwili w kolanie żony pojawił się silny ból. każdy krok był problemem i tempo spadło jeszcze bardziej. 
- babciu, co się stało? lenka zauważyła, że żona zaczęła kuleć.
- boli mnie noga. prawie nie mogę iść.
nawet nie pytając się, lenka stanęła i zaczęła się modlić:
- Panie Boże, proszę uzdrów kolano babci, żebyśmy mogły iść dalej.
- lenuś. nie proś Pana Boga, tylko ogłaszaj i mów do kolana, żeby wyzdrowiało.
- ogłaszam, żeby babci kolano było zdrowe.
chwilę odczekała.
- i co? lepiej się czujesz?
- nie. dalej boli.
lena nie ustępowała:
- Panie Boże, ogłaszam, żeby babci kolano było zdrowe.
- i co babciu, lepiej ci?
- nie bardzo. dalej boli. może wrócimy?
- może chociaż trochę ci lepiej?
- ciągle boli. nic się nie zmieniło.
tym razem lena dotknęła kolana:
- Panie Boże, ogłaszam, żeby babci kolano było zdrowe.
- no i co?
- nie wierzę! wszystko przeszło! lenka, uzdrowiłaś mnie! Chwała Bogu!!!
wszyscy poszli dalej i spacer był wyjątkowo udany. chyba KTOŚ musiał do nich dołączyć.
"Jezus zaś przywołał je i rzekł: Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im. Albowiem do takich należy Królestwo Boże." (Łk 18:16)

przystanek centrum

skłony i podskoki

dziś przystanek centrum rozbłysnął. był z nami na nabożeństwie nasz przyjaciel paweł, co nie jest codziennością. miał skrzywiony wyraz twarzy, jak się okazało przez ból kręgosłupa, który promieniując na nogę nie pozwalał mu normalnie chodzić. paweł całe nabożeństwo stał, bo tylko w tej pozycji mógł znieść ból, który nie znikał mimo silnych leków przeciwbólowych. nie zgadzamy się z takim stanem!!!

razem z leszkiem zabraliśmy pawła w ciche i ustronne miejsce. opowiedzieliśmy o cudach jakich dokonywał Jezus i jego uczniowie, po czym zaczęliśmy się modlić. wielbiliśmy Boga i prostymi, ale bardzo konkretnymi słowami gromiliśmy ból, rozkazywaliśmy! ogłaszaliśmy uzdrowienie i powrót do normalności.

-  paweł, czy coś czułeś? czy coś się zmieniło? – zapytaliśmy.

- nie, nic nie czułem – odparł.

- sprawdź, czy są jakieś zmiany – zachęcił dość pewnie leszek.  

paweł spróbował się pochylić i ku zdziwieniu nas wszystkich dotknął palcami ziemi. poruszał nogą.

- jeszcze trochę boli. dużo mniej, ale coś jeszcze czuję – urwał z niedowierzaniem.

modliliśmy się dalej. wołaliśmy o pełne uwolnienie od choroby i stało się! paweł ponownie się pochylał. chodził dookoła nas.

- nie! nie wierzę, to niemożliwe. to nie może być prawdą – uśmiechał się i cieszył pełnym uzdrowieniem, mocno stąpając nogami po ziemi i zataczając kręgi biodrami.

uśmiechaliśmy się z leszkiem, patrząc na wszystko trochę z niedowierzaniem wielbiliśmy naszego Boga!

modliliśmy się dalej. tym razem o uwolnienie od nałogu… czekamy na wieści od pawła. wiemy, że Bóg jest wielki!

radek 

przystanek centrum

do takich należy Królestwo Boże

moja żona się rozchorowała. modliłem się za nią w tygodniu, ale choroba nie ustępowała ...
dzisiaj rano przed wyjazdem na przystanek niebo, moja żonka tłumaczyła naszemu synkowi (aaron, 4 lata), że dzisiaj musi zostać w domku, bo jest bardzo chora. na to mój synek, to ja się za ciebie pomodlę. położył swoją małą rączkę na bolącym gardle i powiedział: 
- Panie Boże dotknij moją mamusię. 
po wszystkim dodał z wielką pewnością: 
- nie martw się, Pan Bóg cię dotknie. pa, pa!

kiedy wróciliśmy po południu usłyszeliśmy, że ból zupełnie zniknął. zupełnie! chwała Panu!

"lecz Jezus rzekł: zostawcie dzieci w spokoju i nie zabraniajcie im przychodzić do mnie; albowiem do takich należy Królestwo Niebios."
Mat. 19,14

radek

przystanek centrum

dzień cudów (cz. I)

od kilku długich tygodni walczyłem z przewlekle chorym gardłem i okropnym katarem, który nie przeszedł zwyczajowo po 7 dniach. infekcja trwała już tak długo, że nie dawałem rady. dziś rano obudziłem się z bolącą głową i ogniem w zatokach jakby mnie coś poparzyło od środka. w pracy czułem, że znowu mam stan podgorączkowy i wszystko mnie bolało. ogólnie nie użalam się nad sobą i dzielnie znoszę (jak na mężczyznę) choroby, ale miarka się przebrała. rozkleiłem się… 
wściekły i rozżalony zamknąłem się w wc, usiadłem na zamkniętej muszli i byłem wściekły na cały świat! … zacząłem się modlić: 
- Boże, tak nie może być! nie wiem czy można się samemu uzdrowić??? wiem, że jak uwierzę, to będzie lepiej. Boże dodaj mi wiary, dodaj mi wiry, dodaj mi wiary.
nabrałem siły i wróciłem do biurka. po chwili zauważyłem, że nie bolało mnie już gardło, nos odetkany, głowa nie boli, brak dreszczy i ogólnie wszystko było ok. stało się! nie mogłem w to uwierzyć, Bóg jest wieki! 
„tedy mu rzekł Jezus: idź, wiara twoja uzdrowiła cię.” Mar. 10,52 

radek

przystanek centrum

w imieniu Jezusa

kilka lat temu stwierdzono u mnie pewną dolegliwość. towarzyszką mojego życia stała się migrena. ale nie taka ot sobie migrena znana powszechnie jako ostry ból głowy. moja migrena to tak zwana migrena z aurą. oznacza to tyle, że nie tylko boli mnie głowa, ale mam zaburzenia wzroku, mowy i koordynacji ruchowej, nie mogę pisać, mówię jak po sporej dawce alkoholu, nie pamiętam nazw przedmiotów, drętwieje mi ciało. słowem pełen wypas. 

kiedy moja „towarzyszka” dopadła mnie ostatnio, poprzestała „jedynie” na okropnym bólu głowy. czułam jakby ktoś pastwił się nad nią wkładając i wyciągając z niej wielki szpikulec. stwierdziłam, że się położę, ale niewiele to dało. kiedy wstałam czekałam, aż ktoś zaproponuje modlitwę o wypędzenie tego bólu, ale jakoś nie miałam odwagi o to poprosić. mój kochany mąż pobiegł do sąsiadów po tabletkę, a ja ciągle myślałam, że wcale nie chcę jej zażyć, chcę, żeby to Bóg dotknął mnie i zabrał to, co szatan włożył w moje ciało. kiedy rodzice zauważyli, że coś ze mną nie tak usłyszałam: trzeba się modlić a nie brać tabletki. takie wiecie, pół żartem pół serio. ja jednak uchwyciłam się tego i mówię: tak! chcę się modlić! dwie osoby położyły ręce na mojej głowie i wołały do Pana ogłaszając Boże Królestwo i uzdrowienie. w czasie modlitwy czułam cudowną ulgę, jakby wszystko się rozpłynęło, ale po kilkunastu minutach ból, chociaż mniejszy, powrócił. tata modlił się jeszcze raz i i zanim dojechałam do domu po migrenie nie było śladu! mam nadzieję, że moja towarzyszka nie powróci już nigdy i oddaję chwałę Jezusowi za to co się stało! alleluja!

pola

przystanek centrum

dary Ducha Świętego nie dla każdego!(?)

wiele się ostatnio mówi o darach Ducha Świętego (czyli o darze uzdrawiania, prorokowania czy mówienia językami). najczęściej jednak rozmawiamy o modlitwie uzdrawiającej. koncepcja polega na modlitwie za osobę chorą z prośbą o jej całkowite uzdrowienie (często łączącą się z cudem) w imieniu Jezusa. nic w tym dziwnego, bo za zdrowie innych modlimy się pewnie codziennie, ale dar uzdrawiania to trochę inna sprawa. dar uzdrawiania, polega na modlitwie w mocy i wierze, że uzdrowienie nastąpi. a wszystko dzięki mocy Ducha Świętego działającego na tą osobę w naszej modlitwie.
to wszystko jest wspaniałe i niesamowite. bardzo dobrze mi się o tym słucha i wychwala Pana za Jego działanie w życiu innych osób. znam osobiście wielu, którzy przeżyli takie uzdrowienie oraz ludzi, którzy często efektywnie modlą się w ten sposób. Bóg jest potężny i wszechmocny, zawsze w to wierzyłam, dlatego nie dziwi mnie, kiedy czyni cuda tu na ziemi. pięknie też, kiedy ludzie przezwyciężają swoje lęki i modlą się za innych i potrzebujących, nawet jeśli są obcymi na ulicy. cudownie, że są tacy ludzie. chwała Panu! ale czy to jest dla mnie? no cóż, wydawało mi się, że nie! jestem osobą otwartą i wszędzie mnie pełno, uwielbiam pracować dla Boga, ale nie lubię się modlić publicznie. nie wiem czemu, ale nie umiem. kiedyś myślałam, że „mam problem z modleniem się publicznie”, ale przecież nigdzie w Biblii nie ma przykazania „i będziesz modlił się głośno oraz publicznie, by twe słowa docierały do wszystkich krańców tego świata” Bóg dał mi wiele innych talentów, które dzięki Niemu używam dla Niego, więc choć się nie poddaję by przezwyciężyć swoją barierę, to nadal nie mam w zwyczaju modlić się przy innych (nawet
w kościele, nawet w małej grupie znajomych, nawet w parach). nie obwiniam się już, że nie mam takich zdolności, dziękuję Bogu, że mam inne i że inni potrafią to robić w przepiękny sposób. modlitwa jest mi jednak bardzo bliska, jest dla mnie niezwykle ważna. codzienna łączność z Bogiem jest mi potrzebna jak woda i chleb. na dodatek odczuwam jej moc sprawczą coraz bardziej, więc nigdy z niej nie zrezygnuję. tylko co tu poradzić, jak wszyscy gadają o darach Ducha Świętego i uzdrawianiu, a ja po prostu nie umiem się modlić za innych przy nich (publicznie)? czy to w ogóle jest dla mnie? no i eureka!!! oczywiście, że jest to dla mnie! przecież wierzę.  mogę się przecież modlić sama w zaciszu mego domu. mogę się modlić za tych, którzy modlą się publicznie. mogę się modlić.
no więc spróbowałam… to przecież nic nie kosztuje! wolałam najpierw spróbować na sobie, a jako, że mam chore plecy od kilku lat po stłuczce samochodowej i codziennie umieram z bólu, nie wstaję z łóżka bez niego, nie mogę zmywać naczyń, czy prasować bez promieniującego bólu, a do tego stan się bardzo pogorszył w ostatnią sobotę, kiedy przewiałam plecy i jedyną rzeczą jaką mogłam zrobić wieczorem, to polec na podłodze w salonie – postanowiłam modlić się o uzdrowienie. ale nie tak zwyczajnie tylko z wielką wiarą w to, że Pan ześle Ducha Świętego i to uczyni. wiem, że jest wszechmocny i dla Niego to nic trudnego… no i się modliłam… modliłam… i… nic. ledwo wstałam z tej podłogi, by pójść do łóżka, żeby się wcześniej położyć, bo nie miało sensu nawet leżenie przed telewizorem w bezruchu. tylko sen mógł sprawić, że nie czułam bólu. czy więc nie nadaję się do darów Ducha Świętego? czy więc Pan ma dla mnie inny plan? tego jeszcze nie wiem… ale wiem jedno – rano wstałam z łóżka bez bólu, z jakąś niezwykle kojącą pustką w moich plecach. Pan mnie uzdrowił! naprawdę! nie mogę napisać, że w to nie mogłam uwierzyć – bo właśnie tego oczekiwałam i wierzyłam, uwierzyłam i Bóg mnie uzdrowił! tego dnia była niedziela, zdążyłam więc sprawdzić moc uzdrowienia Pana Boga, bo wysprzątałam cały dom, nosiłam na rękach moją córkę i jeszcze w ogródku trochę zaszalałam – cały dzień myśląc tylko o Bogu i uzdrowieniu! tak więc dar uzdrawiania jest też dla mnie!!! (i dla ciebie, jest dla każdego)! co teraz będzie? będę się modlić! nie będę się modlić na siłę czy publicznie, ale będę się modlić, by Pan działał przez nas na innych! chcę tego, a przecież On jest Bogiem miłości, który przezwyciężył grzech, dlatego też chcę by choroby tego świata zniknęły. dajmy Mu na to szansę! ja dam na pewno.
pamiętajcie, że dar Ducha Świętego nie pozostaje z nami na zawsze. raz Duch działa przez nas, a innym razem nie. ale Jego moc jest wielka, nie z tej ziemi i jest dla każdego. 

trzeba tylko uwierzyć w NIEGO!

dziękuję Ci Boże, Duchu Święty i Jezu.

karolina z.

przystanek centrum

ciągle się uczę Boga

w niedzielę zakończył się weekend na przystanku niebo. słuchałem wszystkiego i chłonąłem każde słowo, które było dla mnie jak deszcz na zeschłą ziemię. potrzeba działania Ducha Świętego w moim życiu stała się jeszcze większa. jako grzeszny człowiek nie jestem w stanie nic uczynić dla Królestwa Bożego bez narzędzi w postaci darów, którymi wyposaża nas Duch Święty. tylko wraz z Duchem Świętym przychodzi pokój, pewność, odwaga, radość i wolność od wszystkiego, co zniewala. w Jego mocy można mówić i robić to, co do tej pory wydawało się niemożliwym. 


zaraz po ostatnim wykładzie w niedzielę nie mogłem dłużej pozostać z przyjaciółmi, bo musiałem udać się do pracy. kiedy wszedłem do mieszkania, gdzie miałem wykonać swoją pracę, to zobaczyłem małego chłopca w wieku 7 lat, który był całkowicie bez włosków. zaraz pomyślałem, że może ma raka i aż mnie wszystko zabolało. kiedy już skończyłem pracę, to jego rodzice zaprosili mnie na kolację. podczas kolacji wywiązała się rozmowa i ojciec tego dziecka opowiedział mi o jego chorobie. okazało się, że rok temu chłopcu wyleciały wszystkie włosy bez żadnej przyczyny. od roku jeżdżą do różnych lekarzy w polsce i za granicą i nikt nie wie jaka może być przyczyna, bo wyniki są wszystkie dobre. ojciec, kiedy opowiadał, że ostatnio oglądał zdjęcie synka z przed roku, kiedy miał jeszcze włosy, to broda mu drżała ze wzruszenia. już chyba wiecie, co zrobiłem? tak, jakaś ogromna siła popychała mnie, aby modlić się o tego chłopca. zaproponowałem modlitwę o uzdrowienie wyjaśniając, że Bóg może to zrobić, bo od Niego pochodzi wszelkie dobro. ojciec chłopca chętnie się zgodził. poszedł na górę po syna i żonę. potem poprosiłem rodziców, żeby położyli na niego ręce i ja też położyłem i modliłem się. po modlitwie mamusia powiedziała do synka – podziękuj panu. wtedy pochyliłem się do niego i powiedziałem mu – podziękujesz Jezusowi, kiedy już będziesz zdrowy, bo On cię kocha i chce cię uzdrowić. wtedy chłopiec odpowiedział – ale ja Go nie znam. wtedy powiedziałem mu, że musisz Go poznać, bo to fajny gość i bardzo cię kocha. mama go przytuliła i poczuliśmy wszyscy wzruszenie. kiedy wracałem samochodem, to uwielbiałem Jezusa i płakałem ze szczęścia, że Bóg dodał mi tyle odwagi i siły. to jest takie niesamowite. nigdy wcześniej bym tego nie zrobił, gdybym nie otrzymał takiej świadomości, że nikt za mnie tego nie zrobi, że Duch Święty chce mnie użyć w tej chwili, tak jak używał i używa setki i tysiące chrześcijan. Królestwo Boże to nie fikcja, to nie bajka, to jest prawdziwy świat, prawdziwe życie, a Bóg jest nadal żywy, prawdziwy i posiadający tą samą moc, jaką miał w przeszłości. chcę coraz bardziej żyć i oddychać atmosferą nieba, atmosferą Królestwa Bożego, które jest pośród nas. proszę módlcie się za tego chłopca i uwielbiajcie Pana, bo On chce uczynić cud nad tym dzieckiem, a właściwie wierzę, że już to zrobił. alleluja! 

leszek

przystanek centrum

ktokolwiek widział ktokolwiek wie...

via fundir.org

via fundir.org

wczoraj modliliśmy się o uzdrowienie na przystanku niebo i w trakcie przeżyłem coś niecodziennego - chcę się tym z wami podzielić. 
kiedy staliśmy w naszym "magicznym" kole modlitwy w pewnym momencie w ciszy wypowiedziałem słowa: ok. Boże to Twój czas, niech się dzieje! momentalnie poczułem coś niecodziennego w moim ciele. potężne ciarki i uczucie jakby ciepła przechodzące od klatki piersiowej aż do stóp, trwające długie sekundy. to było takie inne, niezbadane. nie towarzyszył temu żaden niepokój, czy niepewność. zaraz po tym zacząłem się modlić, nieco rozkojarzony tym co właśnie czułem. 

to był drugi raz w moim życiu, kiedy doświadczyłem właśnie czegoś takiego. ten pierwszy raz spotkał mnie w aucie, to było parę tygodni temu, kiedy jechaliśmy do szpitala modlić się o uzdrowienie grażynki. już nie pamiętam dokładnie co, ale również wtedy wyszeptałem do Boga słowa typu: Boże działamy? wtedy nie byłem do końca pewny, co mnie spotkało, ale wczoraj to już było coś rozpoznawalnego - w sensie "to już było". 

piszę o tym wszystkim w kontekście pytania jakie sobie zadaję dzisiaj: co się dzieje?

czy macie jakieś podobne doświadczenia? jakiś taki jestem oszołomiony...

radek