świadectwo

przystanek centrum

przystanek Bożej chwały - syn

via fundir.org

via fundir.org

jest 23:30. siedzimy, stoimy w małym kręgu. przyciemnione światła. trwa modlitwa.

co tydzień w piątek z przyjaciółmi z Kościoła spotykamy się na nocnych modlitwach. zawsze czekamy na te chwile. porzucamy swoje oczekiwania, problemy, przyspieszone z całego tygodnia tempo po to aby spędzić czas z naszym Mistrzem. nie błagamy, nie kajamy się, nie prosimy, nie narzekamy… po prostu spędzamy czas z Bogiem. każde spotkanie jest inne. widzimy przemiany – przełomy, smutek zmieniany w radość, uzdrowienia, miłość, pokój…

tamta noc była szczególna. przeżyłem coś nieopisywalnego.

od jakiegoś czasu w modlitwach puszczałem wodze fantazji i wyobrażałem sobie, że staję przed moim Bogiem. z wdzięczności i w obliczu Jego wielkości kłaniałem się przed nim, oddawałem mu pokłon. stworzyłem w mojej głowie miejsce na kształt nieba, tron, a na nim mojego Stwórcę. pomagało mi to w uwielbieniu i jeszcze bardziej budowało moją relacje z Nim. „kłaniałem się” nie po to aby się kajać, a po to aby oddać chwałę. w ostatni piątkowy wieczór znowu przeniosłem się do mojego miejsca uwielbienia, ale było w nim jakoś inaczej. było dziwnie szaro, jakby zimno i brakowało przestrzeni. zorientowałem się, że to co widziałem nie było już moja wyobraźnią, a obrazem, który miał mi coś pokazać. widziałem siebie na kolanach obok długiego wilgotnego, zimnego i kamiennego muru. zacząłem pytać Boga w modlitwie: co to wszystko znaczy? czułem, że to czego właśnie doświadczałem miało mnie czegoś nauczyć i pytałem: Boże co chcesz mi przekazać? co oznacza ten mur? co za nim jest? nagle z zimnej scenerii i miejsca, w którym nie czułem się dobrze ktoś dosłownie jakby mnie przeniósł dużo wyżej. to była jakby góra. czułem, że po moich bokach stoją jakieś dwie istoty, które mnie podtrzymywały i dawały mi poczucie bezpieczeństwa. stojąc wyprostowany zobaczyłem przed sobą ogromną przestrzeń, tysiące aniołów, a w centralnym punkcie oślepiające, ale miłe światło. szybko zorientowałem się, że miejsce z którego wychodziło światło, to był sam Bóg. nie było widać jego sylwetki, tylko przeszywającą światłość. szybko spuściłem głowę i chciałem się skulić, bo nie czułem się godny. ale nie mogłem, bo dwie istoty obok mnie wyprostowały mnie i usłyszałem stój prosto, podnieś głowę i patrz przed siebie. nagle poczułem, że ktoś łapie mnie za lewą rękę i zakłada na serdeczny palec gruby pierścień z jakimś napisem/wzorem dookoła. to odczucie było tak silne, że zacząłem poza tą wizji sprawdzać czy rzeczywiście mam coś na palcu. zaraz po tym nałożono na mnie szatę z długimi rękawami, sięgającą ziemi. była gładka lejąca się i niebywale gruba, kilkucentymetrowa, a zarazem lekka, prawie niewyczuwalna. zmiażdżony królewskim przyjęciem, patrzyłem przed siebie i usłyszałem: JESTEŚ SYNEM!

wszystko stało się jasne. i tu nie napiszę nic więcej, bo to co zrozumiałem, akceptacja, którą odczułem jest nieopisywalna.

to jest przekaz również dla ciebie: jesteś synem, córką! dziedzicem!

p.s.

to była ewangelia w pigułce. żadna historia, przypowieść, czy mówca nigdy nie zrobiły na mnie takiego wrażenia i nie spowodowały rzeczywistego zrozumienia mojego statusu przed Bogiem. „Lecz gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi, Aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem, abyśmy usynowienia dostąpili. (…) Tak więc już nie jesteś niewolnikiem, lecz synem, a jeśli synem, to i dziedzicem przez Boga.”  gal 4.4-7   

radek

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - raz, dwa, trzy

via fundir.org

via fundir.org

przystanek Bożej Chwały – raz, dwa, trzy

 

przystank centrum, koniec sobotniego nabożeństwa. podchodzi do przodu sali starsza pani, skarży się na ból barku i prosi o modlitwę. ściąga kurtkę i tłumaczy, że bark jest zablokowany tak, że nie może podnieść ramienia i czuje ciągły ból. modlimy się.

pada amen! i widzimy przed sobą tą samą panią, ale tym razem jej wyraz twarzy zdradza zaskoczenie.

- nie czuję bólu! nic nie boli!

- proszę sprawdzić, czy bark się odblokował – zapytał jeden z nas.

kobieta zaczęła energicznie zataczać kręgi całym ramieniem i była coraz bardziej zdumiona.

uwielbiliśmy naszego Pana!

 

to było mocne, ale nie zdążyliśmy się nawet pocieszyć, bo już, tym razem w bocznym pomieszczeniu, stała przed nami młoda dziewczyna, która złamała w dwóch miejscach mały palec prawej stopy. wyraźnie kulała. w Mocy Ducha Świętego ogłaszaliśmy zrośnięcie kości i ustąpienie bólu.

 

zaraz po tej modlitwie kolejna osoba prosiła o pomoc. tym razem chodziło o kolana, które od dwóch tygodni odmawiały posłuszeństwa.

- nie mogę kucać i czuję ciągły ból – z żalem opisała problem nasza siostra.

poprosiliśmy kogoś z boku, żeby położył swoje ręce na bolące kolana, a my w imieniu Jezusa Chrystusa gromiliśmy chorobę i ból. wystarczyła chwila, parę słów i zaraz widzieliśmy przed sobą osobę, która nie mogąc powstrzymać łez radości testowała swoje nowe stawy kolanowe kucając do samej ziemi.

 

czy to się dzieje naprawdę? tak! to jest rzeczywistość Bożego Królestwa, do której niełatwo przywyknąć…

chwała naszemu Bogu!

 

 

radek

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - płatki z mlekiem

via fundir.org

via fundir.org

mój syn budzi się z krzykiem. w ostatniej chwili podstawiam mu miskę. wymioty… boli go brzuszek i cały czas go mdli. przytulam go daję wody do popicia i schodzimy razem do salonu. po krótkiej chwili kolejny atak i tak w przeciągu jednej godziny pięć razy. biedny nie jest w stanie utrzymać ani łyku wody.

- tatuś, to może się pomodlimy? – zapytał mnie z nadzieją.

zacząłem uwielbiać Boga… po czym wystarczyło kilka słów wypowiedzianych w autorytecie Jezusa Chrystusa i w Mocy Ducha Świętego. mój syn podniósł się, uśmiechnął do mnie i zapytał.

- tatuś zrobisz mi płatki z mlekiem?

- tak – odpowiedziałem z usmiechem.

zjadł trzy miski bawiąc się w międzyczasie wszystkim co było pod ręką. po chorobie ani śladu. dzień jak co dzień…   

 

dziękuję Ci Boże! u Ciebie nic się nie zmienia…

 

radek

 

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - nie widać niewidzenia... i depresji

via fundir.org

via fundir.org

26 grudnia. jestem z mężem w ciechocinku. to bardzo blisko od olsztyna. chcemy odwiedzić tam moją ciocię i jej córkę – marię… nie możemy. ciocia jest od kilku tygodni w głębokiej depresji. rozmowa telefoniczna ze mną jest dla niej ogromnym wysiłkiem. dowiadujemy się też, że jej córka – maria, cierpi na nieuleczalną chorobę oczu, która prowadzi do zupełnej utraty wzroku. raz w miesiącu musi przyjmować zastrzyk, którego koszt wynosi 2 600 zł. trudno to pokryć z jej nauczycielskiej pensji… jesteśmy wstrząśnięci. od razu oferujemy pomoc finansową, ale, przede wszystkim modlitwę… mija tydzień. jesteśmy na przystanku niebo w szczecinie. wielbimy naszego Pana, wywyższamy Go i oddajemy Mu chwałę. nie zgadzamy się na chorobę oczu marii. wiarą i Mocą Ducha Świętego, w imieniu Jezusa Chrystusa wyrzucamy ją z niej... w następny piątek, wieczorem, w domu, grupka wiernych z pn spotyka się na modlitwie. znów trwa uwielbienie i oddawanie chwały Bogu. niebo przybliża się. następuje w Jego Mocy gromienie depresji mojej cioci… jest 20 stycznia. dzwoni do mnie maria. nie może pohamować łez. płacze ze szczęścia. dziękuje za wszystko. mówi, że nie czuje się już tak osamotniona w swoim problemie, czuje się otoczona modlitwą i ma ogromny pokój w sercu. depresja cioci nagle zniknęła w sobotę, po naszej piątkowej modlitwie! a ona sama przeżywa szok, bo to co niemożliwe - stało się możliwe… po paru dniach od naszej ciechocińskiej rozmowy… lepiej widzi! Chwała naszemu Panu za wszystko, co dla nas czyni. alleluja!

agnieszka

przystanek centrum

Bóg ciągle uzdrawia tak samo

tak wiele razy czytałem w Biblii, jak Jezus nauczał, uzdrawiał ludzi, czynił cuda i myślałem sobie – wow, jaki to inny świat od tego, w którym ja się poruszam. potem czytałem dzieje apostolskie i nie mogłem zrozumieć, w jaki sposób ludzie w tamtym okresie robili podobne rzeczy, jak Jezus. głosili Królestwo Boże, uzdrawiali chorych, wypędzali demony, wskrzeszali zmarłych. wokół nich działo się wiele spraw ponad naturalnych i niewyjaśnionych patrząc z tej ludzkiej, ziemskiej perspektywy. to było dla mnie zawsze takie nieosiągalne, nie dla mnie, czułem się niegodny i grzeszny, aby Bóg mógł mnie wyposażyć w takie dary Ducha. 
dziś jest inaczej. odkąd ja i moi przyjaciele postanowiliśmy otworzyć się na głos Ducha Świętego, od tej pory On wprowadza nas w inny świat, w inny wymiar. pokazuje nam na jakich zasadach działa Królestwo Boże. te zasady to bezwarunkowa Boża miłość, w której się zatapiamy i rozkoszujemy, oraz słuchanie głosu Ducha Świętego i Jego namaszczenie do podejmowania wyzwań, które do tej pory nie mieściły się w naszej głowie. kiedy odpowiadasz na Boże wezwanie i podejmujesz działania, które często są wbrew logice, wtedy Bóg pokazuje ci, że nie ma rzeczy niemożliwych, że dziś Bóg tak samo działa, jak dawniej, a świat którego do tej pory nie widzieliśmy i nie rozumieliśmy, teraz doświadczamy na własnej skórze. 
oto krótkie świadectwo uzdrowienia, jakie miało miejsce w minionym tygodniu. chcę tylko powiedzieć, że Bóg jest żywy, prawdziwy i dobry. On jest pełen łaski i bezgranicznej miłości. Jemu oddaję chwałę, bo On jest Królem Królów i Panem Panów. bez Niego nic nie znaczymy, a z Nim mamy wszystko. alleluja!

leszek