cud

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - uzdrowienie nadchodzi

w ubiegłym tygodniu doświadczyłem Bożego uzdrowienia, co było dla mnie wyjątkowym przeżyciem z uwagi na dwa aspekty. po pierwsze do tej pory wydawało mi się, że jestem odporny na wszelkie akty uzdrowienia. kilka razy ktoś modlił się o uzdrowienie silnego bólu głowy, kładąc na mnie ręce... i nic. kończyło się na tym, że musiałem zażyć tabletkę. inaczej ma się sprawa, kiedy ja modlę się za kogoś. wielokrotnie Bóg posłużył się mną i byłem świadkiem, jak ludzie byli uzdrawiani pod moimi rękoma. druga sprawa, która wywarła na mnie tak wielkie wrażenie, to fakt, że nikt się za mnie nie modlił i nie zostało wypowiedziane nawet jedno słowo. wydarzyło się to w ubiegłym tygodniu. w środku nocy obudził mnie straszny ból w okolicach brzucha. był cały twardy i obolały, a w środku odczuwałem, jakbym miał potężny kamień, który mi ciążył. wstałem i poszedłem do łazienki z nadzieją, że tam ulżę swoim dolegliwościom, ale nic się takiego nie wydarzyło. wróciłem do łóżka i leżąc bez ruchu, po chwili zasnąłem zmęczony. nad ranem znów obudziłem się z tym samym bólem i ciężarem w brzuchu. nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca, bo żadna pozycja nie przynosiła ulgi. odczuwałem, jakby kamień w moim brzuchu był jeszcze większy i jeszcze cięższy. w pewnym momencie położyłem rękę na tym twardym i obolałym brzuchu i pomyślałem jedno słowo: uzdrowienie! wówczas poczułem coś niesamowitego. to coś rozpoczęło się w miejscu, gdzie kończą się płuca. to się chyba nazywa splot słoneczny i przesuwało się przez brzuch coraz niżej. to było takie odczucie, jakby cały ciężar z brzucha i cały ból milimetr po milimetrze odchodził. czułem, jak już górna część brzucha jest lekka, miękka i zdrowa, a dalsza część tego uzdrowienia przemieszcza się coraz niżej. trwało to kilka sekund. kiedy całe to dziwne uczucie doszło do dolnych części brzucha, nagle wszystko się skończyło. leżałem i bałem się ruszyć, aby sprawdzić czy rzeczywiście to koniec bólu. było mi tak lekko i błogo, że nie chciałem tego stanu przerywać, bo może czasem coś mnie zaboli. po chwili jednak zacząłem dotykać miejsc, które jeszcze przed chwilą były obolałe. brzuch był miękki, nie było żadnego bólu, a cały ciężar zniknął, jakby ktoś wyciągnął ze mnie ogromny głaz. znów zasnąłem, ale tym razem z uśmiechem na twarzy i z ogromną wdzięcznością dla Pana, który zrobił mi tak niezwykłą niespodziankę. uświadomiłem sobie, że tak często napinamy się i tak bardzo prężymy, wyszukując i wypowiadając słowa, które przekonałyby Boga o potrzebie uzdrowienia, a tu okazuje się, że nie potrzeba żadnych słów, a tylko westchnienie przepełnione wiarą. Bóg w niezależny i suwerenny sposób uzdrawia, bo taka jest Jego wola, bo taki jest Jego charakter. Bóg pokazał mi już wielokrotnie, że dziś uzdrawia tak samo jak dawniej, że dar uzdrawiania nadal istnieje i ma się dobrze. nawet, jeśli w moim życiu nie zawsze widzę namacalne dowody uzdrowienia, nawet jeśli będę musiał z jakichś powodów połknąć jeszcze kilka tabletek od bólu głowy, to słowo, które wypowiedział Bóg jest ponad moje doświadczenie i namacalne dowody. wiem, że przyjdzie taki przełom, jak tej nocy i Bóg uzdrowi każdą chorobę, bo wiara to oczekiwanie i pewność, że Boże słowo zawsze spełnia swoje obietnice.

leszek

przystanek centrum

przystanek Bożej chwały - sprawna ręka

via fundir.org

via fundir.org

od jakiegoś czasu na przystanek niebo przychodzi pewien mężczyzna. mocno poturbowany zdrowotnie. po walce z rakiem kości została mu jedna noga. kikut drugiej cały czas ropieje i nie może się zagoić. choroba serca... ale pogody ducha nic mu nie odebrało, nawet mieszkanie na ulicy. 

wielokrotnie nakładaliśmy na niego ręce. problemy z sercem odeszły, ale dzisiaj stało się coś jeszcze :) w trakcie nabożeństwa wyszedł, a w zasadzie wyjechał do przodu do naszego mikrofonu świadectw i oznajmił, że modlitwa przywróciła mu pełną sprawność jego sparaliżowanej ręki!!! wyciągną swoje ręce i poruszał zataczając kręgi nadgarstkami, wszyskie paliczki w pełni sprawne :)

chwała Najwyższemu! wspaniale jest oglądać takie rzeczy! chcemy więcej!

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - nowe zdjęcie

via fundir.org

via fundir.org

moja córka chorowała od dwóch tygodni. katar, stany podgorączkowe, powiększone węzły chłonne… w sobotę moja żona pojechała z nią do szpitala ze względu na wysoką gorączkę i problemy zoddychaniem. w szpitalu zrobili badania. z pobranej krwi wyszły złe wyniki, a jak lekarz przyjmujący zobaczył zdjęcie płuc, to aż westchnął. zapalenie płuc. kazał szybko przejść do właściwego pawilonu szpitalnego zaznaczając, żeby koniecznie przykryć małą, aby w tym stanie nie wdychała zimnego powietrza. moja żona z tym wyrokiem idąc do właściwej sali modliła się słowami: „Boże ja nie zgadzam się z tym co usłyszałam. to nie jest prawda!” tak zaczął się trzydniowy pobyt w szpitalu. leki, ciągłe badania, a dookoła ból i krzyki malutkich pacjentów. we wtorek zaplanowano wypis ze szpitala. przyszedł ordynator i lekarz prowadząca. my rodzice przysłuchiwaliśmy się ich rozmowie, która była dziwna, bo skupiała się na tym, że wyjaśniali sobie nawzajem dlaczego nasza córka była w ich szpitalu ostatnie trzy dni. lekarz prowadząca próbowała jak najłagodniej wytłumaczyć, że opis z przyjęcia kompletnie nie odpowiada temu co ona widzi na zdjęciu płuc, a nie widzi tam nic. mówiła, że owszem malutka gorączkowała w trakcie pobytu, ale jej wyniki krwi są całkiem dobre. ja i żona jedynie się uśmiechaliśmy… w takich okolicznościach wyszliśmy do domu.

Bóg nie tylko uzdrowił naszą córkę, za którą modlił się cały kościół, ale też zajął się dokumentacją szpitalną. w trakcie pobytu w szpitalu mieliśmy możliwość modlić za niektórych z małych pacjentów i rozmawiać z ich rodzicami o Bożej miłości. 

przystanek centrum

na ulicy - idź!

dzielnica golęcin. to jedno z tych miejsc, które szczecinianie niechętnie odwiedzają, a już na pewno nie samotnie…

z prawej strony śmietniki i wyrzucone rozsypujące się gnijące meble. z lewej sklep monopolowy i obskurna brama kamienicy. z tyłu ruiny postoczniowej hali produkcyjnej. właśnie w takim miejscu wczoraj służył kościół uliczny. gdy zaczynaliśmy modlitwą poczułem coś wyjątkowego i wiedziałem, że mimo otoczenia będzie wyjątkowo. poczułem niesamowite napełnienie, przeszywające ciarki w moich nogach i ich wzmocnienie. wszystko stało się jasne – idź!!!

poszedłem!

zaczęła grać muzyka z głośników. pootwierały się okna i bramy i na puste ulice wyszły garstki ludzi.

ania z mężem

stali pod wielkim drzewem koło śmietnika i słuchali. podszedłem i zaczęliśmy rozmawiać. ania opowiedziała, że jest po wylewie i w sumie to czuje się dobrze, ale od lat chodzi z przeszywającym bólem głowy. zapytałem, czy chce się pozbyć bólu i usłyszałem, że już się do niego przyzwyczaiła. jej mąż naciskał i w końcu zgodziła się na modlitwę. Jezus cię kocha! usłyszała te słowa ode mnie i w kilku słowach wypędziłem ból. była zaskoczona… potrzyła na mnie i jej oczy rozjaśniały. nie boli! na prawdę nie boli! powiedziałem im o Jezusie. poczęstowali mnie czereśniami i wsiedli do tramwaju.

chłopak o kulach

po drugiej stronie ulicy siedziała grupka młodych chłopaków. jeden z nich był o kulach. nie wyglądali na przyjaznych, a ja wiedziałem mimo strachu, że mam do nich podejść. przeszedłem przez ulicę, a oni ruszyli w głąb bocznej uliczki. szedłem za nimi jakiś czas, aż w końcu jeden z nich się odwrócił i grzecznie zapytał. czego! przestałem się bać, bo wiedziałem z Kim byłem. porozmawialiśmy chwilę, ale nie znalazłem wśród nich wiary.

maciek i piotrek

dwóch nastolatków stało przy przystanku i paliło jakieś świństwo ze szklanej rurki. w trakcie rozmowy zauważyłem, że jeden z nich miał niesprawny palec wskazujący. spytałem co się stało i maciek pokazał mi bliznę od nasady kciuka aż do końca palca. przecięte ścięgna i nerwy. palec był sztywny i bez czucia. zaproponowałem modlitwę. piotrek chciał pomóc, więc poprosiłem go żeby złapał za chry palec kolegi, a ja modliłem się nakładając ręce właśnie na piotrka. zanim zacząłem opowiedziałem im o Jezusie. palec zaczął się lekko zgnać a Piotrek poczuł niesamowity żar w plecach. pomodliłem się jeszcze raz i maciek ścisnął całkowicie pięść razem z uzdrowionym palcem. postali jeszcze chwilę słuchając ewangelii z głośników i wsiedli do tramwaju.

maciej

siedział 11 lat w więzieniu. wyszedł kilka tygodni temu i dowiedział się od lekarza, że zostało mu kilka tygodni życia. rak złośliwy. powiedziałem mu o Jezusie i o Jego mocy. zgodził się na modlitwę, po której zobaczyłem w jego oczach niedowierzanie. powiedział mi, że poczuł coś niezwykłego. dreszcze i ciepło. powiedział, że pójdzie do lekarza sprawdzić…

jeżeli chcesz cudów, to pójdź! Bóg wzmocni twoje nogi, da moc i pokieruje twoimi ustami…

chwała Bogu! ja chcę więcej i więcej!

jak wsiadałem do auta zobaczyłem panią, która siedziała w oknie i patrzyła na sceny kościoła ulicznego. była wzruszona... bezcenne

radek

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - 6 tygodni w 5 dni

w niedzielę 24 maja nasz syn w sali zabaw, na urodzinach u koleżanki niefortunnie upada na rękę i kończy się to tak.

24.05.2015 godz. 14:00

24.05.2015 godz. 14:00

wakacje czas zacząć…

razem z żoną i przyjaciółmi wiedzieliśmy, że nie może się to skończyć długimi tygodniami w gipsie. słowa uzdrowienia zostały wypowiedziane! po pięciu dniach w piątek 29 maja pani lekarka na wizycie kontrolnej nie dawała wiary  temu co widziała. porównywała zdjęcia, dopytywała po kilka razy o daty i była zdumiona mówiąc, że po pęknięciu nie było śladu! usunęła gips i ku jej zdziwieniu mój syn nie czół żadnego bólu i w pełni ruszał ręką. kilka razy upewniała się, czy naprawdę go nic nie bolało… aaron nie był zdziwiony i oznajmił uczonej pani doktor, że przecież lesio (nasz przyjaciel w wierze i najbliższy sąsiad) modlił się za niego :)  

29.05.2015 godz. 20:00

29.05.2015 godz. 20:00

dla Boga nie ma żadnych ograniczeń! dziękujemy Mu za chodzący cud w naszym domu, za naszego syna na którym objawiła się Chwała Boża. 

karolinka i radek

przystanek centrum

przystanek Bożej chwały - dlaczego tu wszedłem?

via fundir.org

via fundir.org

to było kilka tygodni temu. młody mężczyzna wyszedł z domu o 8:00 rano w sobotę i chodził bez celu po ulicach. „coś” go skierowało na wyszyńskiego w szczecinie. nie wiedział czemu, nie wiedział po co, ale wszedł do lokalu przystanku niebo. było przed 11:00 czyli zaraz miało się zaczynać nabożeństwo na przystanku centrum. po nabożeństwie podszedłem do niego. zapoznaliśmy się i usłyszałem, że ma przekonanie, że w tym miejscu otrzyma pomoc.

okazało się, że życie mu się posypało. rozstał się z żoną i jest tuż przed rozwodem mimo, że bardzo kocha swoją żonę. stracił kontakt z synkiem. stracił pracę. szuka pocieszenia w alkoholu. źle mu z samym sobą…

wiedziałem co robić. usłyszał o potężnym Bogu, o Jego łasce i potężnej miłości. modliliśmy się o przełom. pobłogosławiłem go i się rozstaliśmy. nic nie błysnęło, nic nie zagrzmiało, nie było dreszczy, łez … po prostu zostały wypowiedziane Słowa Bożego Królestwa. dla sceptyków – nie stało się nic. dla wierzących – stało się wszystko.

dziś ponownie spotkaliśmy się na przystanku. zaczęliśmy rozmawiać i w trakcie podeszła do nas starsza kobieta. skarżyła się na ból w karku i na przygnębienie ze względu na rozwód jej syna. ja nie musiałem nic mówić, bo robert mówił za mnie. opowiedział jak był tu kilka tygodni temu i dostał błogosławieństwo. jak zaraz po tym dostał ofertę pracy i gdy miał iść na rozmowę kwalifikacyjną ledwo się poruszał bo złamał żebro. jak jego potencjalny przyszły pracodawca modlił się za niego i żebro się zrosło. jak szkoli się do przyszłej pracy i niewiele rozumie, ale wystarczy modlitwa i jego umysł przyjmuje wszystko. jak po raz pierwszy od dłuższego czasu rozmawiał ze swoją żoną i wyznał jej, że ją dalej kocha i wie, czuje, że coś pękło.

modliliśmy się razem za starszą kobietę :)

robert jest pełen życia i mówi wszystkim, że warto dziękować i wielbić Boga mimo okoliczności.

jestem zbudowany moim Bogiem! On jest mistrzem przełomów i przemian!

radek      

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - do trzech razy sztuka

podczas nabożeństwa zauważyłem, że dorotka kuleje na jedną nogę. podszedłem i zapytałem, co się stało? odpowiedziała, że to od kręgosłupa czuje ten ból w nodze. dorotka ma problemy z kręgosłupem już od dłuższego czasu. kiedyś Pan ją dotknął i na drugi dzień po modlitwie o uzdrowienie jej kręgosłupa, ból odszedł na wiele miesięcy. teraz znowu dawał się jej we znaki, promieniując aż do nogi, co sprawiało, że w widoczny sposób kulała na prawą nogę. powiedziałem jej, że będziemy się modlić o jej uzdrowienie. to jest niesamowite, jak wielu ludzi zmienia swoją mentalność i podejście do problemu choroby. kiedyś, gdy ktoś czuł się chory, to po prostu nie przychodził na nabożeństwo, tylko zostawał w domu. dziś jest odwrotnie. gdy ktoś czuje, że choroba nie daje mu spokoju, to przychodzi do kościoła, bo tu jest najlepsze miejsce i najlepszy czas, aby czerpać z Bożych darów i mocy Ducha Świętego. to właśnie podczas uwielbienia przychodzi Królestwo Boże wraz ze swym uzdrowieniem, przebaczeniem i miłością. po nabożeństwie zwołaliśmy kilka osób gotowych usługiwać darem uzdrawiania i położyliśmy ręce na dorotkę, gromiąc chorobę, nakazując kręgom wrócić na swoje miejsce, a wszystko w imieniu Jezusa, który jest obecny ze Swoją miłością pośród nas. po krótkich modlitwach poprosiliśmy dorotkę, aby sprawdziła, czy nastąpiła jakaś poprawa. przeszła się kilka kroków po pomieszczeniu, bo tylko tak mogła to sprawdzić i stwierdziła, że ból jest taki sam. nie zrezygnowaliśmy z dalszej modlitwy, bo wiemy, jaka jest wola Pana w kwestii uzdrowienia, a my nie jesteśmy z tych, którzy się poddają i wątpią, ale wzięliśmy ducha synostwa i ducha zwycięstwa. powtórzyliśmy modlitwę, po której ból jakby nieco się zmniejszył, ale nadal było widać, że kuleje. stwierdziliśmy, że skoro ból jest mniejszy, to Bóg działa i chce doprowadzić to do końca. zresztą w podobny sposób działał Jezus, kiedy uzdrawiał ślepego (Mar. 8:22-25). najpierw odzyskał wzrok tylko częściowo, widząc ludzi niby drzewa, a dopiero za drugim razem, kiedy Jezus położył ręce na jego oczy, ten odzyskał wzrok całkowicie. ponowiliśmy próbę po raz trzeci. kiedy skończyliśmy, dorotka znów przeszła kilka kroków, jednak tym razem jej reakcja była jak wybuch wulkanu. zaczęła podskakiwać i ściskać nas po kolei, a z jej oczu płynęły łzy szczęścia i wdzięczności. modliliśmy się po raz czwarty, ale tym razem uwielbialiśmy naszego Tatusia i dziękowaliśmy Mu za tak niesamowite działanie i za Jego ogromną miłość. to się naprawdę dzieje. Chwała Ci Panie Jezu! Alleluja!

leszek

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - sen

via fundir.org

via fundir.org

trzy tygodnie temu miałem smutną rozmowę. starsza, nasza kochana siostra skarżyła się, że już nie daje rady z problemami ze snem. od nowego roku odstawiła leki nasenne, od których się wcześniej uzależniła. nie wraca do nich, ale przez to prawie nie sypia.

modliliśmy się z wiarą.

 

w ostatnią sobotę siostra podeszła do mnie i oznajmiła, że od tamtej modlitwy śpi jak dziecko.

 

chwała Panu!

 

radek

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - raz, dwa, trzy

via fundir.org

via fundir.org

przystanek Bożej Chwały – raz, dwa, trzy

 

przystank centrum, koniec sobotniego nabożeństwa. podchodzi do przodu sali starsza pani, skarży się na ból barku i prosi o modlitwę. ściąga kurtkę i tłumaczy, że bark jest zablokowany tak, że nie może podnieść ramienia i czuje ciągły ból. modlimy się.

pada amen! i widzimy przed sobą tą samą panią, ale tym razem jej wyraz twarzy zdradza zaskoczenie.

- nie czuję bólu! nic nie boli!

- proszę sprawdzić, czy bark się odblokował – zapytał jeden z nas.

kobieta zaczęła energicznie zataczać kręgi całym ramieniem i była coraz bardziej zdumiona.

uwielbiliśmy naszego Pana!

 

to było mocne, ale nie zdążyliśmy się nawet pocieszyć, bo już, tym razem w bocznym pomieszczeniu, stała przed nami młoda dziewczyna, która złamała w dwóch miejscach mały palec prawej stopy. wyraźnie kulała. w Mocy Ducha Świętego ogłaszaliśmy zrośnięcie kości i ustąpienie bólu.

 

zaraz po tej modlitwie kolejna osoba prosiła o pomoc. tym razem chodziło o kolana, które od dwóch tygodni odmawiały posłuszeństwa.

- nie mogę kucać i czuję ciągły ból – z żalem opisała problem nasza siostra.

poprosiliśmy kogoś z boku, żeby położył swoje ręce na bolące kolana, a my w imieniu Jezusa Chrystusa gromiliśmy chorobę i ból. wystarczyła chwila, parę słów i zaraz widzieliśmy przed sobą osobę, która nie mogąc powstrzymać łez radości testowała swoje nowe stawy kolanowe kucając do samej ziemi.

 

czy to się dzieje naprawdę? tak! to jest rzeczywistość Bożego Królestwa, do której niełatwo przywyknąć…

chwała naszemu Bogu!

 

 

radek

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - niewidzialny

via fundir.org

via fundir.org

niewidzialny

 

plecak na ramieniu, a w nim komputer, okulary, portfel i inne sprzęty. reklamówka z owocami i sokiem w ręku. pieniądze i telefon komórkowy w kieszeni. tak „uzbrojony” leszek staje przed wielkim gmachem zamkniętego szpitala psychiatrycznego w szczecinie. nie zna nazwy oddziału, nie wie w której sali leży człowiek do którego przyszedł.

podchodzi do wielkiej zasuwanej bramy, a ona się przed nim otwiera. kolejne i kolejne drzwi bez klamek uchylają się nie zatrzymując Bożego żołnierza. zapora z domofonem również go nie spowalnia. leszek w końcu staje przed pielęgniarką i podając imię i nazwisko pyta o swojego przyjaciela. okazuje się, że zakamarek do którego się przedarł, to dokładnie to miejsce.

- pacjent właśnie dostał zastrzyk i powinien przez pół godziny leżeć – oznajmiła pielęgniarka.

- widzenia odbywają się tylko w świetlicy. w salach pacjentów jest zakaz, ale proszę chwilkę poczekać – dodała.

po chwili leszek siedział już przy łóżku darka i opowiadał o Bożej miłości. o wartości każdego człowieka w Chrystusie.

- czy wiesz, że jesteś synem Bożym? – pytał darka.

- Jego Chwała, Jego Duch jest w tobie! wszystko jest w zasięgu ręki dzięki Jego krwi – mówił, a oczy słuchających robiły się coraz szersze.

na drugim łóżku podnosił się z bólem kręgosłupa kolega darka z którym leżał w jednej sali. wszystkiego uważnie słuchał.

- co tam piotruś, boli cię? – zapytał go darek.

- tak, bardzo. ledwo się mogę podnieść – odpowiedział z wielkim bólem.

- słuchaj ale leszek może się za ciebie pomodlić i będziesz zdrowy. chcesz? – z wielką pewnością darek oddał kolegę w dobre dłonie.

- tak. chcę!

ręce zostały nałożone i już po chwili piotr sprawdzał czy ból, który właśnie odszedł pozwala mu na nieograniczone ruchy. coś tam jeszcze ciągnęło w plecach, ale kolejna modlitwa wypędziła wszystko.

- widzisz darek, tak właśnie działa Duch Święty, który mieszka w nas. mieszka również w tobie. uwielbiaj Boga, tak jak to robili paweł i sylas z historii w dziejach apostolskich. ogłaszaj Boże Królestwo, a zobaczysz i poczujesz pokój – głosił ewangelię leszek.

- a jak mam to robić? – zapytał darek

- po prostu dziękuj i uwielbiaj… będziemy się dzisiaj modlić jak zawsze o 22:30 w domu u moich sąsiadów. ty jesteś tutaj, ale módl się z nami, to będziemy razem.

leszek zostawił nadzieję, po czym ponownie zaczął się kręcić po korytarzach oddziału, tym razem szukając wyjścia. okazało się że droga, którą wszedł była tylko dla personelu i teraz trzeba znaleźć tą bardziej legalną. ponownie drzwi bez klamek otwierając się wyprowadziły go bezpiecznie i niezauważenie.

 

Duch Święty prowadzi!

do zamkniętego oddziału psychiatrycznego można wejść jedynie przez główne wejście, wcześniej wyrabiając imienną przepustkę. nie wolno wchodzić z osobistymi rzeczami. torby, plecaki, komputery, telefony, pieniądze, to wszystko musi zostać w depozycie. nie wolno odwiedzać pacjentów w ich salach. nie wolo im przynosić jedzenia, bez wcześniejszego sprawdzenia go przez personel…

Duch Święty jednak prowadzi! po swojemu…

 

radek

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - płatki z mlekiem

via fundir.org

via fundir.org

mój syn budzi się z krzykiem. w ostatniej chwili podstawiam mu miskę. wymioty… boli go brzuszek i cały czas go mdli. przytulam go daję wody do popicia i schodzimy razem do salonu. po krótkiej chwili kolejny atak i tak w przeciągu jednej godziny pięć razy. biedny nie jest w stanie utrzymać ani łyku wody.

- tatuś, to może się pomodlimy? – zapytał mnie z nadzieją.

zacząłem uwielbiać Boga… po czym wystarczyło kilka słów wypowiedzianych w autorytecie Jezusa Chrystusa i w Mocy Ducha Świętego. mój syn podniósł się, uśmiechnął do mnie i zapytał.

- tatuś zrobisz mi płatki z mlekiem?

- tak – odpowiedziałem z usmiechem.

zjadł trzy miski bawiąc się w międzyczasie wszystkim co było pod ręką. po chorobie ani śladu. dzień jak co dzień…   

 

dziękuję Ci Boże! u Ciebie nic się nie zmienia…

 

radek

 

przystanek centrum

przystanek Bożej Chwały - nie widać niewidzenia... i depresji

via fundir.org

via fundir.org

26 grudnia. jestem z mężem w ciechocinku. to bardzo blisko od olsztyna. chcemy odwiedzić tam moją ciocię i jej córkę – marię… nie możemy. ciocia jest od kilku tygodni w głębokiej depresji. rozmowa telefoniczna ze mną jest dla niej ogromnym wysiłkiem. dowiadujemy się też, że jej córka – maria, cierpi na nieuleczalną chorobę oczu, która prowadzi do zupełnej utraty wzroku. raz w miesiącu musi przyjmować zastrzyk, którego koszt wynosi 2 600 zł. trudno to pokryć z jej nauczycielskiej pensji… jesteśmy wstrząśnięci. od razu oferujemy pomoc finansową, ale, przede wszystkim modlitwę… mija tydzień. jesteśmy na przystanku niebo w szczecinie. wielbimy naszego Pana, wywyższamy Go i oddajemy Mu chwałę. nie zgadzamy się na chorobę oczu marii. wiarą i Mocą Ducha Świętego, w imieniu Jezusa Chrystusa wyrzucamy ją z niej... w następny piątek, wieczorem, w domu, grupka wiernych z pn spotyka się na modlitwie. znów trwa uwielbienie i oddawanie chwały Bogu. niebo przybliża się. następuje w Jego Mocy gromienie depresji mojej cioci… jest 20 stycznia. dzwoni do mnie maria. nie może pohamować łez. płacze ze szczęścia. dziękuje za wszystko. mówi, że nie czuje się już tak osamotniona w swoim problemie, czuje się otoczona modlitwą i ma ogromny pokój w sercu. depresja cioci nagle zniknęła w sobotę, po naszej piątkowej modlitwie! a ona sama przeżywa szok, bo to co niemożliwe - stało się możliwe… po paru dniach od naszej ciechocińskiej rozmowy… lepiej widzi! Chwała naszemu Panu za wszystko, co dla nas czyni. alleluja!

agnieszka

przystanek centrum

bez bólu

skończyło się wieczorne spotkanie z Bogiem. spotykamy się w piątki w grupie przyjaciół w naszym domu i się modlimy. w sumie, to raczej spędzamy z Nim czas, czasami nie za wiele mówimy, tylko odbieramy... wszyscy już poszli. moja żonka stanęła na środku salonu i ruszając ramieniem pojękiwała z bólu. od rana cały lewy bok ją bolał jakby dostała zapalenia. nie mogła ruszać ręką, bolały ją plecy, szyja i cały bok. stanąłem obok niej i w kilku słowach wygoniłem w imieniu Jezusa ból. ogłaszałem zdrowie z wielką pewnością, bo czułem się napełniony Duchem Świętym. nie było chwili zwątpienia. 

bok przestał boleć. jeszcze raz w imieniu Jezusa i bark przestał boleć. jeszcze raz i ból z szyi odszedł.

to jest moc!!! nieopisywalna! 
chwała Panu.

mina mojej żony? bezcenna 

radek

przystanek centrum

kolano w lesie

to dopiero historia.
moja żona wyszła z wnuczkami (dwie dziewczynki) na spacer do lasu (mieszkamy w przy lesie).
szły powoli zgodnie z tempem dzieci, mimo to po chwili w kolanie żony pojawił się silny ból. każdy krok był problemem i tempo spadło jeszcze bardziej. 
- babciu, co się stało? lenka zauważyła, że żona zaczęła kuleć.
- boli mnie noga. prawie nie mogę iść.
nawet nie pytając się, lenka stanęła i zaczęła się modlić:
- Panie Boże, proszę uzdrów kolano babci, żebyśmy mogły iść dalej.
- lenuś. nie proś Pana Boga, tylko ogłaszaj i mów do kolana, żeby wyzdrowiało.
- ogłaszam, żeby babci kolano było zdrowe.
chwilę odczekała.
- i co? lepiej się czujesz?
- nie. dalej boli.
lena nie ustępowała:
- Panie Boże, ogłaszam, żeby babci kolano było zdrowe.
- i co babciu, lepiej ci?
- nie bardzo. dalej boli. może wrócimy?
- może chociaż trochę ci lepiej?
- ciągle boli. nic się nie zmieniło.
tym razem lena dotknęła kolana:
- Panie Boże, ogłaszam, żeby babci kolano było zdrowe.
- no i co?
- nie wierzę! wszystko przeszło! lenka, uzdrowiłaś mnie! Chwała Bogu!!!
wszyscy poszli dalej i spacer był wyjątkowo udany. chyba KTOŚ musiał do nich dołączyć.
"Jezus zaś przywołał je i rzekł: Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im. Albowiem do takich należy Królestwo Boże." (Łk 18:16)

przystanek centrum

skłony i podskoki

dziś przystanek centrum rozbłysnął. był z nami na nabożeństwie nasz przyjaciel paweł, co nie jest codziennością. miał skrzywiony wyraz twarzy, jak się okazało przez ból kręgosłupa, który promieniując na nogę nie pozwalał mu normalnie chodzić. paweł całe nabożeństwo stał, bo tylko w tej pozycji mógł znieść ból, który nie znikał mimo silnych leków przeciwbólowych. nie zgadzamy się z takim stanem!!!

razem z leszkiem zabraliśmy pawła w ciche i ustronne miejsce. opowiedzieliśmy o cudach jakich dokonywał Jezus i jego uczniowie, po czym zaczęliśmy się modlić. wielbiliśmy Boga i prostymi, ale bardzo konkretnymi słowami gromiliśmy ból, rozkazywaliśmy! ogłaszaliśmy uzdrowienie i powrót do normalności.

-  paweł, czy coś czułeś? czy coś się zmieniło? – zapytaliśmy.

- nie, nic nie czułem – odparł.

- sprawdź, czy są jakieś zmiany – zachęcił dość pewnie leszek.  

paweł spróbował się pochylić i ku zdziwieniu nas wszystkich dotknął palcami ziemi. poruszał nogą.

- jeszcze trochę boli. dużo mniej, ale coś jeszcze czuję – urwał z niedowierzaniem.

modliliśmy się dalej. wołaliśmy o pełne uwolnienie od choroby i stało się! paweł ponownie się pochylał. chodził dookoła nas.

- nie! nie wierzę, to niemożliwe. to nie może być prawdą – uśmiechał się i cieszył pełnym uzdrowieniem, mocno stąpając nogami po ziemi i zataczając kręgi biodrami.

uśmiechaliśmy się z leszkiem, patrząc na wszystko trochę z niedowierzaniem wielbiliśmy naszego Boga!

modliliśmy się dalej. tym razem o uwolnienie od nałogu… czekamy na wieści od pawła. wiemy, że Bóg jest wielki!

radek 

przystanek centrum

cud na rękach

dzisiaj wieczorem zostałem w domu sam z moją 5 miesięczną córką. było po 20:00 i zwyczajowo powinna już spać, ale coś było nie tak. była niespokojna, marudna i cały czas popłakiwała. nic nie pomagało. wyczułem, że jest dziwnie rozpalona. termometr wskazał 38,5 :)  wszystko było jasne, zaraziła się od starszego brata. 

chodziłem z nią na rekach po całym domu i na małe chwile się uspokajała. w końcu przysnęła na moich rękach. usiadłem z nią na fotelu i zacząłem się modlić. uwielbiałem Boga i wyganiałem chorobę. cały czas była rozpalona i przebudzała się... gdzieś po pół godziny modlitwy poczułem, nagle, po prostu wyczułem jak gorączka zniknęła! totalne uzdrowienie! moja córka zapadła w spokojny i twardy sen. ale modlitwa się nie skończyła. kolejne pół godziny uwielbienia i dziękczynienia  :)

nigdy dotąd nie byłem tak blisko cudu. dziękuję Ci Boże, że mogłem w imieniu Jezusa wypędzić chorobę i Cię uwielbić!

radek